reż. Paul Dano
Zakłopotanie, smutek, złość – to emocje, których prawdopodobnie doświadczycie po seansie filmu „Kraina wielkiego nieba”. Jest to debiutancki film aktora (teraz również reżysera) Paul’a Dano. Jeśli znacie filmy w jakich grał, to nastawcie się, że film który wyreżyserował ani trochę ich nie będzie przypominał. Nastawcie się również na bardzo przemyślany i dopracowany scenariusz.
Akcja rozpoczyna się w latach 60. , w małym miasteczku, w Montanie. Janette (Carey Mulligan) i Jerry (Jake Gyllenhaal) sa małżeństwem i wychowują nastoletniego syna Joe (Ed Oxenbould). Wioda normalne, spokojne życie do czasu, kiedy Jerry traci pracę i postanawia pomagać w gaszeniu bardzo niebezpiecznych i rozległych pożarów lasów za najniższa stawkę. Można odnieść wrażenie, że chce po prostu uciec na kilka miesięcy od rodziny i codziennych problemów. Janette zostaje sama i musi wychowywać syna, który dostrzega coraz więcej skaz w wizerunku swoich rodziców. I to właśnie z jego perspektywy, jego oczami, widzimy cała historię. Czujemy jego emocje, rozumiemy jego zakłopotanie, zszokowanie i strach. W jednej chwili burzy mu się obraz jego (jak myślał) idealnych rodziców i ukazują się problemy, przez które Joe musi znacznie szybciej dorosnąć.
Zwróciliście uwagę na aktorów? Carey Mulligan i Jake Gyllenhaal – to po prostu musiało się udać. Świetna gra aktorska obojga. Ed Oxenbould – niesamowity, rola jakby pisana pod niego. Paul Dano zdecydowanie wiedział co robi. Myślę, że bardzo dokładnie przemyślał dobór aktorów i lepiej wybrać nie mógł.
Czy można się czegoś przyczepić? Oczywiście, że można. Można powiedzieć, że film jest bardzo statyczny, czasami wręcz marzyłoby się o przycisku, który troszeczkę przyspieszy film ale z drugiej strony w tych bardzo powolnych scenach, paradoksalnie dzieje się bardzo wiele i to dzieje się w ciekawy sposób. Czy właśnie zamieniłam wadę na pozytywna strone? Chyba tak. Mogłabym przyczepić się jeszcze kilku kwestii ale byłoby to bardzo na siłę… Nie będę już więcej zdradzać, zapraszam do kin!

